- Ruby? Ruby! Wstawaj no!
- Em.. Jeszcze minutka mamoo..
- Ruby..
- Czego.. - odpowiadała przez sen nie otwierając oczu
- Za 20 minut na sali jest zebranie.. Wstawaj!
- [przeciera oczy; ziewa] Lulu.. Litości..
- [odkrywa dziewczynę spod kołdry]
- Oddaj! Ja chcę spać.. Eh, dobra wstaję już..!
- No! Sonya poszła już, ja na ciebie poczekam.
- Dzięki. Ej, gdzie jest moja.. A już mam. Podaj mi tę bluzkę.. i tamte spodnie.. I kosmetyczkę, jest pod stolikiem..
- Może jeszcze ci zęby umyć? Podnoś się z tego łóżka, bo spóźnić się nie chcę!
Ruby mozolnie podniosła się z ciepłego, kochającego, wygodnego łóżka, aby wyszykować się na spotkanie z dyrektorem uczelni. Szybko uczesała rudy busz na głowie, ogarnęła twarz, założyła byle ciuchy jakie podała jej Lulu z szafy i wyszła z koleżanką w pośpiechu z pokoju. Jeszcze zanim dotarły do schodów, Lulu patrząc na Ruby wybuchnęła śmiechem:
- Co jest?
- Ahaha! Wczorajsze party cię rzeczywiście wykończyło.
- Ale że co.. ?
- Od kiedy nadruki na koszulkach są po wewnętrznej stronie, hę?
- O matko!
- Szybko teraz przełóż, nikt nie idzie, a czasu nie ma. Ale by ludzie mieli polewę! Haha!
- Ta, rzeczywiście ogromnie śmiesznie. Heh, no dobra. Byłoby zabawnie. Ej i gdzie to spotkanie?
- Na teatralnej.
- Taka jest? Dziwnie.
Ruby i Lulu dotarły do sali teatralnej i starsza kobieta poprosiła je o karty ucznia.
- Proszę- powiedziała i pokazała swoją kartę Lulu
- O matko.. Zapomniałam karty..
- Oj, głuptasie.. Wiedziałam, że zapomnisz. Mam twoją, proszę to jej karta.
- Dobrze. Ale panno.. Rifat- nie radzę zapominać karty. - poradziła kobieta i przepuściła uczennice do środka. Dziewczyny zajęły miejsca blisko 'sceny' i odetchnęły z ulgą. Po kilku chwilach na scenę wkroczyła elegancko ubrana 19letnia blondynka.
- Witam wszystkich uczniów, nauczycieli i szanownych gości na uroczystości powitalnej naszych pierwszoroczniaków. Cytując wybitnego artystę, Leonarda da Vinci- " Piękno rzeczy śmiertelnych mija, lecz nie piękno sztuki"- pragnę was zachęcić do działania- podczas wstępu jakie wygłaszała owa dziewczyna, Ruby nieświadomie sama siebie na głos spytała "Kto to jest?! Cytuje Da Vinciego z pamięci?!". Wtedy chłopak siedzący obok odpowiedział, mimo, że to nie było pytanie do niego:
- Przewodnicząca rady uczniowskiej, Bridget Feil. Czysta, chodząca perfekcja.. A zołza niesamowita! - Ruby obejrzała się na chłopaka i ujrzała blondyna, którego wczoraj spytała o drogę. Uśmiechnęła się i wsłuchała w przemówienie Bridget.
- [...] A teraz oddaję mikrofon w ręce koordynatora naszej uczelni, pana Jeffa Hagerstanda! [brawa]
- Dziękuję ci, panno Bridget. Witam wszystkich zebranych i zabiorę teraz na trochę głos. [po chwili ciszy] Celem sztuki jest ukrycie artysty.. Objawienie sztuki! Jakby to powiedział Oscar Wilde. Nasza uczelnia szczyci się zadowalającymi wynikami naszych uczniów, dobrym wyposażeniem i reputacją. Akademik Clayton Arts jest stworzony idealnie do potrzeb naszych utalentowanych Młodych. Uczelnia specjalizuje się w kształceniu talentów tak, aby w przyszłości te lata spędzone tutaj zapunktowały w karierze. Jesteśmy pod wrażeniem ogromnego potencjału, jaki drzemie w każdym z was. Jedni postawili na fotografię, inni na wideofilmowanie, muzykę, taniec, sztuki teatralne, malarstwo, gry na instrumentach. Wszystko jest sztuką, wszystko trzeba docenić. I ja to doceniam! Dziękuję.
Ceremonia się dłużyła, gdyż wszyscy zaproszeni goście z zewnątrz odczytywali nudne przemowy. Dyrektorzy sąsiednich uczelni, prezydent miasta, 'losowi' uczniowie szkoły, organizatorzy konkursów talentów, nauczyciele, nawet sprzątaczki i sponsorzy. W końcu po półtorej godzinie gadania na scenę ponownie weszła Bridget Feil i oficjalnie pożegnała zgromadzonych. Ruby i Lulu zapominając o odszukaniu w tłumie Sonyi, poszły we dwie do pokoju.
- Jeju, z tego pośpiechu rano nawet nie spojrzałam co włożyłam. - stwierdziła Ruby- Ej.. To twoja bluzka?
- Tak, nie wiedziałam co ci dać z twoich, a pasowała ci do spodni.
- Mogę ci oddać wieczorem? Świetna jest!
- Dzięki. No pewnie! Idziemy na Concord?
- No idziemy, a co mamy robić? Może weźmiemy Sonyę?
- Phi! A po co?
- No jak to po co.. Wypada ją wziąć.. Jest z nami w pokoju.
- Ale to nie oznacza, że musimy się wszystkie lubić! Przestań! Ja ci proponuję galerie handlowe, a ona to najchętniej by przecież poszła pograć w paint ball'a.
- Ale.. No.. No dobra.
- No uśmiechnij się! Oj, hehe. Ruffy..
- Ruby!
- O matko..! Przepraszam, nie mogę jakoś.. Ruby!
- A 'Lulu' to pełne imię ?
- No! Oficjalne!
- To jak brzmi skrót.. ?
- Luli.
- Ale to jest tak samo długie..
- Bo cię wkręcam, głuptasie! Pełne imię to Lulnessia.
- Lulnessia?! Ahahaha! Lulnessia.. Zabawnie.
- Tak?
- Zabawniej niż same 'Lulu'! .. Dobra, dobra.. Już się nie śmieję.
- No. Dobra, wyłaź już.
- Spoko.
- Już ja zamknę pokój.. Kartę masz?
- Nie.
- Wracaj się i weź! Kup sobie jakieś tabletki na pamięć lub coś! Eh..
- Lubię zapominać. Bo wtedy wszyscy myślą jak mi pomóc, to zabawne.
- No bardzo zabawnie będzie jak cię nie wpuszczą do szkoły. A na parterze nie mieszkamy!
- Spoko. O której pani zamyka drzwi do internatu? - spytała się Ruby sekretarki przy wejściu. "O 21.00 zamykam wszystkie drzwi i panuje cisza nocna." - Lulnessio, to gdzie idziemy?
- Tamtędy. Skrót jest. Zabieram cię do najbliższej galerii, bo zbyt dobrze Concordu nie znam. Tyle co z wizyty u ciotki.
- Okej.
Dziewczyny śmiejąc się z byle czego omijały ulice, przecznice i pasy dla pieszych. Wyhaczyły paru przystojniaków, kilka wpadek modowych, kupiły sobie żelki i nareszcie weszły do galerii handlowej 'Alabama'. Markowe sklepy, dobra muzyka w tle, śliczne ozdoby, dużo chłopaków i.. wysokie ceny.
- Jak to? Cienki naszyjnik z tandetnych żyłek i 120$?! Jakim cudem ?!
- To jest dobra, ale droga galeria.. - wytłumaczyła Lulu
- Droga? To jest jakaś kpina! Na broszkę musiałabym oszczędzać przez 2 miesiące!
- No.. No wiem, ale..
- Gdzie my się będziemy opkupować?
- Są w tym mieście tanie sklepiki.
- Od razu może w lumpeksie się będę ubierać na randki? No ja.. Jaka drożyzna..
- Może sobie kupimy chociaż loda..?
- Huehue! Chwila, pójdę do banku wypłacić mój majątek.
- Heh, lody tylko po 4$.
- Dobra. Dzień dobry. Dwie gałki- Mięta i Owoce tropikalne. - "8$"- Eh.. Proszę..
- 3 gałki z polewą- Wiśnia, Nutella.. i Cytryna.. A polewa.. Pomarańczowa. Dziękuję.
- Nie cierpię polew na lody..
- Czemu?
- Nie wiem, nie smakują mi.
- Idź ty ! Nie znasz się.
- O fuj! Khe! Khe! Khe! Ohydne!
- Daj spróbować.. Hm.. Rzeczywiście. Nie radzę jeść..
- Super.. Zmarnowane 4$.. Ale mięta przynajmniej zjadliwa.
- To dobrze. Moje są wszystkie w porządku.
- Dobra, idźmy gdzieś indziej, bo przytłaczają mnie te cyfry na cenach..
- Tylu zer naraz nie widziałaś?
Pod wieczór dziewczyny wróciły spokojnie do internatu. Weszły do pokoju i:
- Łaskawczynie, fajnie było?! - spytała perfidnym tonem Sonya.
- E.. No.. no.. - zawstydziła się Ruby- Ja.. Eh..
- Szukałyśmy cię wszędzie, nigdzie cię nie było, więc co miałyśmy robić?- wytłumaczyła Lulu
- Może .. hm.. nie wiem.. Zadzwonić? - ciągnęła S.
- Em.. Ja nie miałam kasy..
- A ja telefonu zapomniałam!
- A ja was zaczynam nie lubić..
- Oj no! - ratowała się Ruby- Ale..!
- Chodź Ruby, skoro jej coś nie pasuje, to już jej problem. Idziemy!- i spojrzała na Sonyę Lulu wzrokiem pełnym pogardy
- A.. Ah.. - i poszła niechętnie za pewną siebie Lulu zostawiając Sonyę samą w pokoju.
- Mówiłam, żeby ją wziąć!
- Nie bredź Ronnie..
- Lulu!
- ?
- RUBY!
- No mówię przecież, że Ruby.. Nią się nie przejmuj, przecież i tak byśmy się z nią nie zaprzyjaźniły, to jakaś wariatka, która myśli, że ja się jej będę bać.. I w ogóle.. Co ci z takiej kumpeli?
- Nie wiem, ale to.. No głupio wyszło, przyznaj.
- Nie, ja nie żałuję. Sonya jest zbyt skryta jak na nas dwie.
- Mów co chcesz, ale ja sobie wroga sama nie będę robić, wracam.
- Ta.. Nie ma to jak pokazanie swojej pozycji, nie? - Ale Ruby była już w pokoju
- Sonya.. Nie gniewaj się..
- Poszłyście sobie we dwie i ja zostałam jak piąte koło u wozu..
- Ja chciałam cię poszukać, ale.. - Ruby ruszyło sumienie, bo gdyby powiedziała, że Lulu się uparła, to skłóciłaby lokatorki i mogłaby zostać oskarżona o wydanie Lulu i stracić obie koleżanki już na początku szkoły, ale jak czegoś nie powie, to nic nie wskóra. - Nie wiedziałam, gdzie cię szukać.. Zrozum..
- Ta.. Idź do swojej Lulu, z nią się na pewno lepiej dogadujesz.
- Sonya! Daj spokój.. No! Nie chcę robić sobie z ciebie wroga.
- Ja też bym nie chciała, ale.. Ja się tak nie daję traktować.
- To jutro we trzy pójdziemy na miasto, pasuje?
- Nie, ja z nią nie idę. Możemy iść we dwie, ale bez Lulu, ale tak samo ją potraktujesz jak dziś rano mnie.
- Przepraszam bardzo, ale to nie ja rano nie czekałam na koleżanki idąc na zabranie! Sama poszłaś i się jakoś nie gniewamy!
- To w ogóle inna sprawa. Uprzedziłam i miałam prawo.
- A my nie mamy praw ?! Miałyśmy prawo wyjść na spacer we dwie!- Ruby nieźle się poirytowała zachowaniem, bezczelnym zachowaniem Sonyi.
- Bez uprzedzenia!
- Kurde, nie to nie. Sama sobie radź! Nie mam zamiaru cię na siłę brać na swoją stronę! - wyszła trzaskając drzwiami. Na korytarzu na ławce siedziała Lulu i litościwym wzrokiem spojrzała na zdenerwowaną Ruby.
- A nie mówiłam?
- Wrr..
- I po co ci to było?
- Jaka to jest.. ! Jaka.. Debilka! - Lulu w tym momencie przewróciła oczami.
- Myślisz, że pójdzie od nas z pokoju?
- Słucham?!
- No. Żeby od nas poszła.
- Ou.. A ty. Sądzisz?
- Tak. Jestem tego nawet pewna. No bo.. uraziłyśmy jej dumę.
- Świetnie, pierwszy dzień a już mam wroga.
- Posiedź tutaj jak chcesz, ja pójdę na dół.
- Do chłopaków? Po co?
- Do chłopaków?
- Po co?
- Przeanalizuj sobie zdanie 'do chłopaków' a ja lecę. - Lulu wstała, poprawiła włosy i zeszła energicznie na dół po wypolerowanych schodach. W tym momencie z pokoju wyszła Sonya i zastała Ruby ze 'spoconymi oczami'. Widząc to jednoznacznie ją olała i weszła do innego pokoju w pobliżu. Ruby poczuła się podle, wstała i doszedłszy do swojego łóżka w pokoju rzuciła się na nie. Już po chwili zasnęła płytkim snem.
- Em.. Jeszcze minutka mamoo..
- Ruby..
- Czego.. - odpowiadała przez sen nie otwierając oczu
- Za 20 minut na sali jest zebranie.. Wstawaj!
- [przeciera oczy; ziewa] Lulu.. Litości..
- [odkrywa dziewczynę spod kołdry]
- Oddaj! Ja chcę spać.. Eh, dobra wstaję już..!
- No! Sonya poszła już, ja na ciebie poczekam.
- Dzięki. Ej, gdzie jest moja.. A już mam. Podaj mi tę bluzkę.. i tamte spodnie.. I kosmetyczkę, jest pod stolikiem..
- Może jeszcze ci zęby umyć? Podnoś się z tego łóżka, bo spóźnić się nie chcę!
Ruby mozolnie podniosła się z ciepłego, kochającego, wygodnego łóżka, aby wyszykować się na spotkanie z dyrektorem uczelni. Szybko uczesała rudy busz na głowie, ogarnęła twarz, założyła byle ciuchy jakie podała jej Lulu z szafy i wyszła z koleżanką w pośpiechu z pokoju. Jeszcze zanim dotarły do schodów, Lulu patrząc na Ruby wybuchnęła śmiechem:
- Co jest?
- Ahaha! Wczorajsze party cię rzeczywiście wykończyło.
- Ale że co.. ?
- Od kiedy nadruki na koszulkach są po wewnętrznej stronie, hę?
- O matko!
- Szybko teraz przełóż, nikt nie idzie, a czasu nie ma. Ale by ludzie mieli polewę! Haha!
- Ta, rzeczywiście ogromnie śmiesznie. Heh, no dobra. Byłoby zabawnie. Ej i gdzie to spotkanie?
- Na teatralnej.
- Taka jest? Dziwnie.
Ruby i Lulu dotarły do sali teatralnej i starsza kobieta poprosiła je o karty ucznia.
- Proszę- powiedziała i pokazała swoją kartę Lulu
- O matko.. Zapomniałam karty..
- Oj, głuptasie.. Wiedziałam, że zapomnisz. Mam twoją, proszę to jej karta.
- Dobrze. Ale panno.. Rifat- nie radzę zapominać karty. - poradziła kobieta i przepuściła uczennice do środka. Dziewczyny zajęły miejsca blisko 'sceny' i odetchnęły z ulgą. Po kilku chwilach na scenę wkroczyła elegancko ubrana 19letnia blondynka.
- Witam wszystkich uczniów, nauczycieli i szanownych gości na uroczystości powitalnej naszych pierwszoroczniaków. Cytując wybitnego artystę, Leonarda da Vinci- " Piękno rzeczy śmiertelnych mija, lecz nie piękno sztuki"- pragnę was zachęcić do działania- podczas wstępu jakie wygłaszała owa dziewczyna, Ruby nieświadomie sama siebie na głos spytała "Kto to jest?! Cytuje Da Vinciego z pamięci?!". Wtedy chłopak siedzący obok odpowiedział, mimo, że to nie było pytanie do niego:
- Przewodnicząca rady uczniowskiej, Bridget Feil. Czysta, chodząca perfekcja.. A zołza niesamowita! - Ruby obejrzała się na chłopaka i ujrzała blondyna, którego wczoraj spytała o drogę. Uśmiechnęła się i wsłuchała w przemówienie Bridget.
- [...] A teraz oddaję mikrofon w ręce koordynatora naszej uczelni, pana Jeffa Hagerstanda! [brawa]
- Dziękuję ci, panno Bridget. Witam wszystkich zebranych i zabiorę teraz na trochę głos. [po chwili ciszy] Celem sztuki jest ukrycie artysty.. Objawienie sztuki! Jakby to powiedział Oscar Wilde. Nasza uczelnia szczyci się zadowalającymi wynikami naszych uczniów, dobrym wyposażeniem i reputacją. Akademik Clayton Arts jest stworzony idealnie do potrzeb naszych utalentowanych Młodych. Uczelnia specjalizuje się w kształceniu talentów tak, aby w przyszłości te lata spędzone tutaj zapunktowały w karierze. Jesteśmy pod wrażeniem ogromnego potencjału, jaki drzemie w każdym z was. Jedni postawili na fotografię, inni na wideofilmowanie, muzykę, taniec, sztuki teatralne, malarstwo, gry na instrumentach. Wszystko jest sztuką, wszystko trzeba docenić. I ja to doceniam! Dziękuję.
Ceremonia się dłużyła, gdyż wszyscy zaproszeni goście z zewnątrz odczytywali nudne przemowy. Dyrektorzy sąsiednich uczelni, prezydent miasta, 'losowi' uczniowie szkoły, organizatorzy konkursów talentów, nauczyciele, nawet sprzątaczki i sponsorzy. W końcu po półtorej godzinie gadania na scenę ponownie weszła Bridget Feil i oficjalnie pożegnała zgromadzonych. Ruby i Lulu zapominając o odszukaniu w tłumie Sonyi, poszły we dwie do pokoju.
- Jeju, z tego pośpiechu rano nawet nie spojrzałam co włożyłam. - stwierdziła Ruby- Ej.. To twoja bluzka?
- Tak, nie wiedziałam co ci dać z twoich, a pasowała ci do spodni.
- Mogę ci oddać wieczorem? Świetna jest!
- Dzięki. No pewnie! Idziemy na Concord?
- No idziemy, a co mamy robić? Może weźmiemy Sonyę?
- Phi! A po co?
- No jak to po co.. Wypada ją wziąć.. Jest z nami w pokoju.
- Ale to nie oznacza, że musimy się wszystkie lubić! Przestań! Ja ci proponuję galerie handlowe, a ona to najchętniej by przecież poszła pograć w paint ball'a.
- Ale.. No.. No dobra.
- No uśmiechnij się! Oj, hehe. Ruffy..
- Ruby!
- O matko..! Przepraszam, nie mogę jakoś.. Ruby!
- A 'Lulu' to pełne imię ?
- No! Oficjalne!
- To jak brzmi skrót.. ?
- Luli.
- Ale to jest tak samo długie..
- Bo cię wkręcam, głuptasie! Pełne imię to Lulnessia.
- Lulnessia?! Ahahaha! Lulnessia.. Zabawnie.
- Tak?
- Zabawniej niż same 'Lulu'! .. Dobra, dobra.. Już się nie śmieję.
- No. Dobra, wyłaź już.
- Spoko.
- Już ja zamknę pokój.. Kartę masz?
- Nie.
- Wracaj się i weź! Kup sobie jakieś tabletki na pamięć lub coś! Eh..
- Lubię zapominać. Bo wtedy wszyscy myślą jak mi pomóc, to zabawne.
- No bardzo zabawnie będzie jak cię nie wpuszczą do szkoły. A na parterze nie mieszkamy!
- Spoko. O której pani zamyka drzwi do internatu? - spytała się Ruby sekretarki przy wejściu. "O 21.00 zamykam wszystkie drzwi i panuje cisza nocna." - Lulnessio, to gdzie idziemy?
- Tamtędy. Skrót jest. Zabieram cię do najbliższej galerii, bo zbyt dobrze Concordu nie znam. Tyle co z wizyty u ciotki.
- Okej.
Dziewczyny śmiejąc się z byle czego omijały ulice, przecznice i pasy dla pieszych. Wyhaczyły paru przystojniaków, kilka wpadek modowych, kupiły sobie żelki i nareszcie weszły do galerii handlowej 'Alabama'. Markowe sklepy, dobra muzyka w tle, śliczne ozdoby, dużo chłopaków i.. wysokie ceny.
- Jak to? Cienki naszyjnik z tandetnych żyłek i 120$?! Jakim cudem ?!
- To jest dobra, ale droga galeria.. - wytłumaczyła Lulu
- Droga? To jest jakaś kpina! Na broszkę musiałabym oszczędzać przez 2 miesiące!
- No.. No wiem, ale..
- Gdzie my się będziemy opkupować?
- Są w tym mieście tanie sklepiki.
- Od razu może w lumpeksie się będę ubierać na randki? No ja.. Jaka drożyzna..
- Może sobie kupimy chociaż loda..?
- Huehue! Chwila, pójdę do banku wypłacić mój majątek.
- Heh, lody tylko po 4$.
- Dobra. Dzień dobry. Dwie gałki- Mięta i Owoce tropikalne. - "8$"- Eh.. Proszę..
- 3 gałki z polewą- Wiśnia, Nutella.. i Cytryna.. A polewa.. Pomarańczowa. Dziękuję.
- Nie cierpię polew na lody..
- Czemu?
- Nie wiem, nie smakują mi.
- Idź ty ! Nie znasz się.
- O fuj! Khe! Khe! Khe! Ohydne!
- Daj spróbować.. Hm.. Rzeczywiście. Nie radzę jeść..
- Super.. Zmarnowane 4$.. Ale mięta przynajmniej zjadliwa.
- To dobrze. Moje są wszystkie w porządku.
- Dobra, idźmy gdzieś indziej, bo przytłaczają mnie te cyfry na cenach..
- Tylu zer naraz nie widziałaś?
Pod wieczór dziewczyny wróciły spokojnie do internatu. Weszły do pokoju i:
- Łaskawczynie, fajnie było?! - spytała perfidnym tonem Sonya.
- E.. No.. no.. - zawstydziła się Ruby- Ja.. Eh..
- Szukałyśmy cię wszędzie, nigdzie cię nie było, więc co miałyśmy robić?- wytłumaczyła Lulu
- Może .. hm.. nie wiem.. Zadzwonić? - ciągnęła S.
- Em.. Ja nie miałam kasy..
- A ja telefonu zapomniałam!
- A ja was zaczynam nie lubić..
- Oj no! - ratowała się Ruby- Ale..!
- Chodź Ruby, skoro jej coś nie pasuje, to już jej problem. Idziemy!- i spojrzała na Sonyę Lulu wzrokiem pełnym pogardy
- A.. Ah.. - i poszła niechętnie za pewną siebie Lulu zostawiając Sonyę samą w pokoju.
- Mówiłam, żeby ją wziąć!
- Nie bredź Ronnie..
- Lulu!
- ?
- RUBY!
- No mówię przecież, że Ruby.. Nią się nie przejmuj, przecież i tak byśmy się z nią nie zaprzyjaźniły, to jakaś wariatka, która myśli, że ja się jej będę bać.. I w ogóle.. Co ci z takiej kumpeli?
- Nie wiem, ale to.. No głupio wyszło, przyznaj.
- Nie, ja nie żałuję. Sonya jest zbyt skryta jak na nas dwie.
- Mów co chcesz, ale ja sobie wroga sama nie będę robić, wracam.
- Ta.. Nie ma to jak pokazanie swojej pozycji, nie? - Ale Ruby była już w pokoju
- Sonya.. Nie gniewaj się..
- Poszłyście sobie we dwie i ja zostałam jak piąte koło u wozu..
- Ja chciałam cię poszukać, ale.. - Ruby ruszyło sumienie, bo gdyby powiedziała, że Lulu się uparła, to skłóciłaby lokatorki i mogłaby zostać oskarżona o wydanie Lulu i stracić obie koleżanki już na początku szkoły, ale jak czegoś nie powie, to nic nie wskóra. - Nie wiedziałam, gdzie cię szukać.. Zrozum..
- Ta.. Idź do swojej Lulu, z nią się na pewno lepiej dogadujesz.
- Sonya! Daj spokój.. No! Nie chcę robić sobie z ciebie wroga.
- Ja też bym nie chciała, ale.. Ja się tak nie daję traktować.
- To jutro we trzy pójdziemy na miasto, pasuje?
- Nie, ja z nią nie idę. Możemy iść we dwie, ale bez Lulu, ale tak samo ją potraktujesz jak dziś rano mnie.
- Przepraszam bardzo, ale to nie ja rano nie czekałam na koleżanki idąc na zabranie! Sama poszłaś i się jakoś nie gniewamy!
- To w ogóle inna sprawa. Uprzedziłam i miałam prawo.
- A my nie mamy praw ?! Miałyśmy prawo wyjść na spacer we dwie!- Ruby nieźle się poirytowała zachowaniem, bezczelnym zachowaniem Sonyi.
- Bez uprzedzenia!
- Kurde, nie to nie. Sama sobie radź! Nie mam zamiaru cię na siłę brać na swoją stronę! - wyszła trzaskając drzwiami. Na korytarzu na ławce siedziała Lulu i litościwym wzrokiem spojrzała na zdenerwowaną Ruby.
- A nie mówiłam?
- Wrr..
- I po co ci to było?
- Jaka to jest.. ! Jaka.. Debilka! - Lulu w tym momencie przewróciła oczami.
- Myślisz, że pójdzie od nas z pokoju?
- Słucham?!
- No. Żeby od nas poszła.
- Ou.. A ty. Sądzisz?
- Tak. Jestem tego nawet pewna. No bo.. uraziłyśmy jej dumę.
- Świetnie, pierwszy dzień a już mam wroga.
- Posiedź tutaj jak chcesz, ja pójdę na dół.
- Do chłopaków? Po co?
- Do chłopaków?
- Po co?
- Przeanalizuj sobie zdanie 'do chłopaków' a ja lecę. - Lulu wstała, poprawiła włosy i zeszła energicznie na dół po wypolerowanych schodach. W tym momencie z pokoju wyszła Sonya i zastała Ruby ze 'spoconymi oczami'. Widząc to jednoznacznie ją olała i weszła do innego pokoju w pobliżu. Ruby poczuła się podle, wstała i doszedłszy do swojego łóżka w pokoju rzuciła się na nie. Już po chwili zasnęła płytkim snem.