czwartek, 25 sierpnia 2011

2. Nieperfekcja

- Ruby? Ruby! Wstawaj no!
- Em.. Jeszcze minutka mamoo..
- Ruby..
- Czego.. - odpowiadała przez sen nie otwierając oczu
- Za 20 minut na sali jest zebranie.. Wstawaj!
- [przeciera oczy; ziewa] Lulu.. Litości..
- [odkrywa dziewczynę spod kołdry]
- Oddaj! Ja chcę spać.. Eh, dobra wstaję już..!
- No! Sonya poszła już, ja na ciebie poczekam.
- Dzięki. Ej, gdzie jest moja.. A już mam. Podaj mi tę bluzkę.. i tamte spodnie.. I kosmetyczkę, jest pod stolikiem..
- Może jeszcze ci zęby umyć? Podnoś się z tego łóżka, bo spóźnić się nie chcę!

Ruby mozolnie podniosła się z ciepłego, kochającego, wygodnego łóżka, aby wyszykować się na spotkanie z dyrektorem uczelni. Szybko uczesała rudy busz na głowie, ogarnęła twarz, założyła byle ciuchy jakie podała jej Lulu z szafy i wyszła z koleżanką w pośpiechu z pokoju. Jeszcze zanim dotarły do schodów, Lulu patrząc na Ruby wybuchnęła śmiechem:
- Co jest?
- Ahaha! Wczorajsze party cię rzeczywiście wykończyło.
- Ale że co.. ?
- Od kiedy nadruki na koszulkach są po wewnętrznej stronie, hę?
- O matko!
- Szybko teraz przełóż, nikt nie idzie, a czasu nie ma. Ale by ludzie mieli polewę! Haha!
- Ta, rzeczywiście ogromnie śmiesznie. Heh, no dobra. Byłoby zabawnie. Ej i gdzie to spotkanie?
- Na teatralnej.
- Taka jest? Dziwnie.

Ruby i Lulu dotarły do sali teatralnej i starsza kobieta poprosiła je o karty ucznia.
- Proszę- powiedziała i pokazała swoją kartę Lulu
- O matko.. Zapomniałam karty..
- Oj, głuptasie.. Wiedziałam, że zapomnisz. Mam twoją, proszę to jej karta.
- Dobrze. Ale panno.. Rifat- nie radzę zapominać karty. - poradziła kobieta i przepuściła uczennice do środka. Dziewczyny zajęły miejsca blisko 'sceny' i odetchnęły z ulgą. Po kilku chwilach na scenę wkroczyła elegancko ubrana 19letnia blondynka.

- Witam wszystkich uczniów, nauczycieli i szanownych gości na uroczystości powitalnej naszych pierwszoroczniaków. Cytując wybitnego artystę, Leonarda da Vinci- " Piękno rzeczy śmiertelnych mija, lecz nie piękno sztuki"- pragnę was zachęcić do działania- podczas wstępu jakie wygłaszała owa dziewczyna, Ruby nieświadomie sama siebie na głos spytała "Kto to jest?! Cytuje Da Vinciego z pamięci?!". Wtedy chłopak siedzący obok odpowiedział, mimo, że to nie było pytanie do niego:
- Przewodnicząca rady uczniowskiej, Bridget Feil. Czysta, chodząca perfekcja.. A zołza niesamowita! - Ruby obejrzała się na chłopaka i ujrzała blondyna, którego wczoraj spytała o drogę. Uśmiechnęła się i wsłuchała w przemówienie Bridget.

- [...] A teraz oddaję mikrofon w ręce koordynatora naszej uczelni, pana Jeffa Hagerstanda! [brawa]
- Dziękuję ci, panno Bridget. Witam wszystkich zebranych i zabiorę teraz na trochę głos. [po chwili ciszy] Celem sztuki jest ukrycie artysty.. Objawienie sztuki! Jakby to powiedział Oscar Wilde. Nasza uczelnia szczyci się zadowalającymi wynikami naszych uczniów, dobrym wyposażeniem i reputacją. Akademik Clayton Arts jest stworzony idealnie do potrzeb naszych utalentowanych Młodych. Uczelnia specjalizuje się w kształceniu talentów tak, aby w przyszłości te lata spędzone tutaj zapunktowały w karierze. Jesteśmy pod wrażeniem ogromnego potencjału, jaki drzemie w każdym z was. Jedni postawili na fotografię, inni na wideofilmowanie, muzykę, taniec, sztuki teatralne, malarstwo, gry na instrumentach. Wszystko jest sztuką, wszystko trzeba docenić. I ja to doceniam! Dziękuję.

Ceremonia się dłużyła, gdyż wszyscy zaproszeni goście z zewnątrz odczytywali nudne przemowy. Dyrektorzy sąsiednich uczelni, prezydent miasta, 'losowi' uczniowie szkoły, organizatorzy konkursów talentów, nauczyciele, nawet sprzątaczki i sponsorzy. W końcu po półtorej godzinie gadania na scenę ponownie weszła Bridget Feil i oficjalnie pożegnała zgromadzonych. Ruby i Lulu zapominając o odszukaniu w tłumie Sonyi, poszły we dwie do pokoju.

- Jeju, z tego pośpiechu rano nawet nie spojrzałam co włożyłam. - stwierdziła Ruby- Ej.. To twoja bluzka?
- Tak, nie wiedziałam co ci dać z twoich, a pasowała ci do spodni.
- Mogę ci oddać wieczorem? Świetna jest!
- Dzięki. No pewnie! Idziemy na Concord?
- No idziemy, a co mamy robić? Może weźmiemy Sonyę?
- Phi! A po co?
- No jak to po co.. Wypada ją wziąć.. Jest z nami w pokoju.
- Ale to nie oznacza, że musimy się wszystkie lubić! Przestań! Ja ci proponuję galerie handlowe, a ona to najchętniej by przecież poszła pograć w paint ball'a.
- Ale.. No.. No dobra.
- No uśmiechnij się! Oj, hehe. Ruffy..
- Ruby!
- O matko..! Przepraszam, nie mogę jakoś.. Ruby!
- A 'Lulu' to pełne imię ?
- No! Oficjalne!
- To jak brzmi skrót.. ?
- Luli.
- Ale to jest tak samo długie..
- Bo cię wkręcam, głuptasie! Pełne imię to Lulnessia.
- Lulnessia?! Ahahaha! Lulnessia.. Zabawnie.
- Tak?
- Zabawniej niż same 'Lulu'! .. Dobra, dobra.. Już się nie śmieję.
- No. Dobra, wyłaź już.
- Spoko.
- Już ja zamknę pokój.. Kartę masz?
- Nie.
- Wracaj się i weź! Kup sobie jakieś tabletki na pamięć lub coś! Eh..
- Lubię zapominać. Bo wtedy wszyscy myślą jak mi pomóc, to zabawne.
- No bardzo zabawnie będzie jak cię nie wpuszczą do szkoły. A na parterze nie mieszkamy!
- Spoko. O której pani zamyka drzwi do internatu? - spytała się Ruby sekretarki przy wejściu. "O 21.00 zamykam wszystkie drzwi i panuje cisza nocna." - Lulnessio, to gdzie idziemy?
- Tamtędy. Skrót jest. Zabieram cię do najbliższej galerii, bo zbyt dobrze Concordu nie znam. Tyle co z wizyty u ciotki.
- Okej.

Dziewczyny śmiejąc się z byle czego omijały ulice, przecznice i pasy dla pieszych. Wyhaczyły paru przystojniaków, kilka wpadek modowych, kupiły sobie żelki i nareszcie weszły do galerii handlowej 'Alabama'. Markowe sklepy, dobra muzyka w tle, śliczne ozdoby, dużo chłopaków i.. wysokie ceny.
- Jak to? Cienki naszyjnik z tandetnych żyłek i 120$?! Jakim cudem ?!
- To jest dobra, ale droga galeria.. - wytłumaczyła Lulu
- Droga? To jest jakaś kpina! Na broszkę musiałabym oszczędzać przez 2 miesiące!
- No.. No wiem, ale..
- Gdzie my się będziemy opkupować?
- Są w tym mieście tanie sklepiki.
- Od razu może w lumpeksie się będę ubierać na randki? No ja.. Jaka drożyzna..
- Może sobie kupimy chociaż loda..?
- Huehue! Chwila, pójdę do banku wypłacić mój majątek.
- Heh, lody tylko po 4$.
- Dobra. Dzień dobry. Dwie gałki- Mięta i Owoce tropikalne. - "8$"- Eh.. Proszę..
- 3 gałki z polewą- Wiśnia, Nutella.. i Cytryna.. A polewa.. Pomarańczowa. Dziękuję.
- Nie cierpię polew na lody..
- Czemu?
- Nie wiem, nie smakują mi.
- Idź ty ! Nie znasz się.
- O fuj! Khe! Khe! Khe! Ohydne!
- Daj spróbować.. Hm.. Rzeczywiście. Nie radzę jeść..
- Super.. Zmarnowane 4$.. Ale mięta przynajmniej zjadliwa.
- To dobrze. Moje są wszystkie w porządku.
- Dobra, idźmy gdzieś indziej, bo przytłaczają mnie te cyfry na cenach..
- Tylu zer naraz nie widziałaś?

Pod wieczór dziewczyny wróciły spokojnie do internatu. Weszły do pokoju i:
- Łaskawczynie, fajnie było?! - spytała perfidnym tonem Sonya.
- E.. No.. no.. - zawstydziła się Ruby- Ja.. Eh..
- Szukałyśmy cię wszędzie, nigdzie cię nie było, więc co miałyśmy robić?- wytłumaczyła Lulu
- Może .. hm.. nie wiem.. Zadzwonić? - ciągnęła S.
- Em.. Ja nie miałam kasy..
- A ja telefonu zapomniałam!
- A ja was zaczynam nie lubić..
- Oj no! - ratowała się Ruby- Ale..!
- Chodź Ruby, skoro jej coś nie pasuje, to już jej problem. Idziemy!- i spojrzała na Sonyę Lulu wzrokiem pełnym pogardy
- A.. Ah.. - i poszła niechętnie za pewną siebie Lulu zostawiając Sonyę samą w pokoju.

- Mówiłam, żeby ją wziąć!
- Nie bredź Ronnie..
- Lulu!
- ?
- RUBY!
- No mówię przecież, że Ruby.. Nią się nie przejmuj, przecież i tak byśmy się z nią nie zaprzyjaźniły, to jakaś wariatka, która myśli, że ja się jej będę bać.. I w ogóle.. Co ci z takiej kumpeli?
- Nie wiem, ale to.. No głupio wyszło, przyznaj.
- Nie, ja nie żałuję. Sonya jest zbyt skryta jak na nas dwie.
- Mów co chcesz, ale ja sobie wroga sama nie będę robić, wracam.
- Ta.. Nie ma to jak pokazanie swojej pozycji, nie? - Ale Ruby była już w pokoju

- Sonya.. Nie gniewaj się..
- Poszłyście sobie we dwie i ja zostałam jak piąte koło u wozu..
- Ja chciałam cię poszukać, ale.. - Ruby ruszyło sumienie, bo gdyby powiedziała, że Lulu się uparła, to skłóciłaby lokatorki i mogłaby zostać oskarżona o wydanie Lulu i stracić obie koleżanki już na początku szkoły, ale jak czegoś nie powie, to nic nie wskóra. - Nie wiedziałam, gdzie cię szukać.. Zrozum..
- Ta.. Idź do swojej Lulu, z nią się na pewno lepiej dogadujesz.
- Sonya! Daj spokój.. No! Nie chcę robić sobie z ciebie wroga.
- Ja też bym nie chciała, ale.. Ja się tak nie daję traktować.
- To jutro we trzy pójdziemy na miasto, pasuje?
- Nie, ja z nią nie idę. Możemy iść we dwie, ale bez Lulu, ale tak samo ją potraktujesz jak dziś rano mnie.
- Przepraszam bardzo, ale to nie ja rano nie czekałam na koleżanki idąc na zabranie! Sama poszłaś i się jakoś nie gniewamy!
- To w ogóle inna sprawa. Uprzedziłam i miałam prawo.
- A my nie mamy praw ?! Miałyśmy prawo wyjść na spacer we dwie!- Ruby nieźle się poirytowała zachowaniem, bezczelnym zachowaniem Sonyi.
- Bez uprzedzenia!
- Kurde, nie to nie. Sama sobie radź! Nie mam zamiaru cię na siłę brać na swoją stronę! - wyszła trzaskając drzwiami. Na korytarzu na ławce siedziała Lulu i litościwym wzrokiem spojrzała na zdenerwowaną Ruby.
- A nie mówiłam?
- Wrr..
- I po co ci to było?
- Jaka to jest.. ! Jaka.. Debilka! - Lulu w tym momencie przewróciła oczami.
- Myślisz, że pójdzie od nas z pokoju?
- Słucham?!
- No. Żeby od nas poszła.
- Ou.. A ty. Sądzisz?
- Tak. Jestem tego nawet pewna. No bo.. uraziłyśmy jej dumę.
- Świetnie, pierwszy dzień a już mam wroga.
- Posiedź tutaj jak chcesz, ja pójdę na dół.
- Do chłopaków? Po co?
- Do chłopaków?
- Po co?
- Przeanalizuj sobie zdanie 'do chłopaków' a ja lecę. - Lulu wstała, poprawiła włosy i zeszła energicznie na dół po wypolerowanych schodach. W tym momencie z pokoju wyszła Sonya i zastała Ruby ze 'spoconymi oczami'. Widząc to jednoznacznie ją olała i weszła do innego pokoju w pobliżu. Ruby poczuła się podle, wstała i doszedłszy do swojego łóżka w pokoju rzuciła się na nie. Już po chwili zasnęła płytkim snem.

środa, 24 sierpnia 2011

1. Nowe twarze

Lato dobiega końca, a już na jego początku zostały złożone podania do Akademii w Concordzie, w stanie New Hampshire. Tydzień przed rozpoczęciem roku wszyscy przyjęci uczniowie przybyli do Clayton Arts Academy. Każdy ciągnął za sobą walizkę, ponieważ jest to szkoła z internatem.
Budynek uczelni był okazały, starannie pokryty kremową farbą, z ogromnymi dębowymi drzwiami i szerokimi oknami, przykryty masywnym dachem. Wokół zadbane drzewa, krzewy i chodniki. Po prawej stronie zaś dwupoziomowy internat z ponad 150 pokojami trzyosobowymi. Parter należy do chłopaków, a wyżej zamieszkują dziewczyny.

- Dzień dobry. Moje nazwisko Ruby Rifat. - Do biurka recepcjonistki podeszła szczupła dziewczyna w czarnych szortach, jasnopomarańczowej bluzce z rękawami typu 'nietoperz' i zielonych pomazanych markerem trampkach. Jej rude loki, z którymi kontrastowała biała przepaska, opadały swobodnie na ramiona. Jasna cera uwydatniała jej słodkie, delikatnie piegi i szare oczy.
- Witam. Poproszę o kwit ze szkoły.
- Proszę.
- Hm.. Pierwszy rok?
- Tak.
- Dobrze, oddaję kwit. Teraz zapukaj i wejdź do tamtej sali, numer 12b.
- Aha, ale o co mam poprosić?
- Tam ci pani wszystko wytłumaczy.
- Dziękuję.

- [puk;puk] Proszę!
- Dzień dobry. Moje nazwisko Ruby Rifat. Jestem na pierwszym roku..
- Aha! No witam, witam! Kartę ucznia musisz sobie założyć. Usiądź.
- Mam wypełnić jakiś formularz?
- Nie. Powtórz nazwisko, imię i wydział.
- Rifat.. Ruby.. Fotografia..
- [wpisuje do komputera] Proszę, oto twoja karta. Nie masz prawa tego zgubić! Zawsze miej przy sobie.
- Dobrze.
- A tutaj proszę twój klucz do pokoju. Mieszkasz na korytarzu C  w pokoju nr 43 z.. Sonya Flamelus oraz Lulu Boney. Do widzenia.
- Do widzenia, dziękuję.

Ruby rytmicznym krokiem dotarła do budynku, gdzie miała mieszkać przez następne 10 miesięcy. Dotarła do drzwi z numerem 43. Włożyła kluczyk do zamka i zorientowała się, że nie może go przekręcić. Nagle klamka samoczynnie opuściła się do dołu, a drzwi energicznie otworzyły się. W przejściu stała dziewczyna o jasnych włosach splecionych w dziesiątki cieniutkich warkoczyków związanych w kucyka nad karkiem. Ubrana była w wojskowe luźne spodnie na szelki i czarną koszulkę na ramiączka. I do tego wszystkiego doszedł jeszcze kolczyk w nosie w kształcie pacyfy.

- Lulu, lokatorka! Cześć, Sonya jestem. Sonya Flamelus.
- Ruby!
- Lulu! Hejo! - wesoło przedstawiła się skośnooka brunetka. Oczy wymalowane jak na imprezę a usta wyglądały jakby były sztuczne. Ale mimo wszystko dziewczyna sprawiała miłe wrażenie. Biała koszula, jeansowa kamizelka, czerwone rurki i szpilki- ciekawa stylizacja!
- Znajdzie się dla mnie jeszcze jakieś miejsce?
- No pewnie, Ruti! - odpowiedziała Lulu Boney.
- Yhm.. Ruby!
- Ou! Sorki!
- Nie no, spoko.
- Ja śpię w rogu, Lulu tutaj, a dla ciebie zostało łóżko tutaj. - oznajmiła Sonya.
- Moim zdaniem to została najlepsza miejscówka. Dzięki.
- Spoko. Każda ma swoją szafkę, a ta duża szafa jest wspólna. Łazienka jest całkiem schludna, a kolejność to uważam, że ustali się.. Że w ogóle się nie ustali, tylko tak różnie. Pasuje?
- No pewnie!
- Ehem.

Ruby trochę z krępacją ustawiała własne rzeczy w pokoju. Ściany czyste, pomalowane na żółto, tapczany solidne, szafki niezniszczone a łazienka niczym cud. Gdy skończyła się rozpakowywać rozejrzała się po drugiej części pomieszczenia. Kąt Lulu wyglądał jak stragan na chińskich ulicach, zaś obszar Sonyi wyglądał smutno i surowo. Po 20 minutach milczenia Lulu włączyła jakieś disco polowe granie i zaczęła się śmiać. Sonya przybrała nagle wyraz twarzy, który sam za siebie wyglądał jak jedno przekleństwo. A Ruby zaś wstała, przeprosiła koleżanki i wyszła na zwiedzanie uczelni.

Gdzieś przy ogrodzeniu Ruby znalazła mizerną ławeczkę. Usiadła na niej i spokojnym okiem się rozejrzała. Ładnie tam było- wysokie żywopłoty, kolorowe kwiaty i krzewy owocowe. Coś w stylu altanki, bo była tam (nieco zarośnięta winogronami) nieduża drewniana konstrukcja. Na belkach były wyznania miłosne, numery telefonów i inne pierdoły. Włożyła słuchawki do uszu, zamknęła oczy i cieszyła się z zmiany jaką była dla niej nowa szkoła.
Powiał ostry, zimny wiatr i dziewczynie zrobiło się nieprzyjemnie chłodno. Przecisnęła się przez krzaki i dotarła na parking tuż przy szkole. Pokręciła się nieco po placu, by dojrzeć budynek internatu. Jednak to był nie lada problem. Wyszła inną drogą niż weszła, a nie znała terytorium dosyć dobrze.

- Przepraszam, jestem tu nowa i się pogubiłam. W którą stronę do internatu? - podeszła zawstydzona do wysokiego blondyna o pogodnym wyrazie twarzy.
- W tamtą stronę. Jak skręcisz w lewo to już zauważysz budynek.
- Aha, dzięki.

Jak jej poradzono, tak zrobiła. Poszła prosto, a po 50 metrach skręciła w lewo i rzeczywiście- budynek był niczym czarno na białym. Poczuła się trochę jak idiotka.. Weszła do budynku, pokazała kartę i powędrowała na górne piętro. Zmierzała ku drzwiom pokoju, od którego już z końca korytarza dobiegała głośna muzyka i nieprzerwane śmiechy. Przyspieszyła kroku, bo co to za impreza bez Ruby Rifat?